
W swojej płytotece prócz Leszka Możdżera, Michała Urbaniaka, wspomnianego wyżej Zbigniewa Namysłowskiego mam jeszcze tylko Tomasza Stańko. Może i jest na świecie więcej takich czarodziejów dźwięku jak on, póki co jednak to jego gra na trące wycisza, wciąga, wprowadza w inny, ale ciekawy świat muzyki. Włączając Latano lub Dark Eyes znam już dziś spore fragmenty. Potrafię rozpoznać utwory z nich wchodząc gdzieś do pubu lub salonu muzycznego. Poznanie tej muzyki daje poczucie jeszcze większej lekkości kiedy słyszymy ją ponownie za jakiś czas. To sztuka, która Tomaszowi Stańce udała się doskonale.