Metallica o ile wielkim zespołem jest (ja w to nie wątpię) to ma wielki problem, którego sama nie jest sprawcą.
Zmierzam do stwierdzenia, że nikt jeszcze nie spisał dziejów tego zespołu w sposób naprawdę zadowalający. Podobnie, niestety, jest też ze Sznurkami Pana Boga. Standardowo mamy o początek o tym jak to Lars miał zostać tenisistą i jak każda biografia o Metallice tą część ma w miarę zadowalającą, choć nic nowego zagorzały fan raczej się nie dowie, no co innego nowy, a takich wciąż przybywa. Później przychodzi rozczarowanie, bo pojawia się standard - płyta, trasa, płyta, trasa.