Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ira. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ira. Pokaż wszystkie posty

Książka Ira. Bo jest paru ludzi

Zespół Ira
Zespół Ira, zdjecie: za musicart.pl/artysci/ira
Dwie pierwsze płyty zespołu Ira (Ira, Mój dom) kupiłem niemal równocześnie. Każdą następną do Ogrodów włącznie zaraz po jej premierze. Posiadałem też kasetę z piosenkami z filmu Szczęśliwego Nowego Roku. Płyt solowych Artura Gadowskiego nie znam.

Przyznać się w tamtych czasach do bycia fanem Iry w moim środowisku nie było w dobrym tonie. Słuchałem, bo lubiłem, a co powiedzą inni niewiele mnie interesowało. Tak jest do dziś, choć teraźniejszość zmieniła wszystko. Ira z profesjonalnego zespołu stała się zawodową załogą, która od czasu reaktywacji tworzy nową historię. Zespół cieszy się akceptacją, przynajmniej w moim towarzystwie. Wyszło na moje.

Książka Ira. Bo jest paru ludzi daje możliwość konfrontacji tych dwóch światów. Jak bardzo różne od siebie, świadczą fakty.

Ira

Ira

(1989, Pronit)
Zacznę od grupy Fatum. Istniała sobie takowa i myślała, że przebój za przebojem z rękawa poleci.
Chłopaki dbali o fryzury, ciuchy. Efektem był uśmieszek i politowanie tych, którzy mieli stanowić grono fanów.
Grupa Ira na początku obrała podobną drogę. O ile na płycie Fatum Mania Szybkości muzycy pojawili się jedynie w formie rysunkowej na tylnej części okładki, to debiut Iry został przyozdobiony zdjęciem grupy na frontowej. Nie trzeba było sprawdzać zawartości, opakowanie mówiło samo za siebie. Sława drugiej płyty Mój dom spowodowała, nazwijmy to umownie, reedycje debiutu. Wówczas sięgnąłem po niego i ja. Przeczucia się sprawdziły, muzyka w stylu Mötley Crue, Bon Jovi, próba stworzenia własnego plastiku. Niestety jeszcze gorszej jakości niż koledzy za Wielką Wodą.