Książkę RockMann, czyli jak nie zostałem saksofonistą czyta się doskonale. Napisana jest językiem, który wciąga czytelnika nie dając mu czasu na oddech. Niestety podpisuje się obiema rękami pod stwierdzeniem, że lektura autobiografii Wojciecha Manna pozostawia ogromny niedosyt.
Kiedy doczytałem do końca pomyślałem sobie, że tak wyglądałoby idealnie opracowanie w serwisie Wikipedia pod hasłem Wojciech Mann. Jego życiorys jest tak bogaty, że spokojnie można było stworzyć kilkaset stron więcej. Z pewnością siła rażenia nie osłabłaby. Inna sprawa, że forma, którą przyjęto sprawiła, że książka stała się bestsellerem.
Wojciech Mann to ikona polskiej popkultury. Znają go nasze babcie, dziadkowie, rodzice, a nawet dzieci. Nie jest artystą scenicznym chociaż ze sceną ma wiele wspólnego. Widoczny w telewizji i słyszalny w radiowym eterze. Jego teksty można znaleźć w wielu rubrykach o kulturze w różnych tytułach prasowych. Najczęściej proponuje płyty, o których codzienny zjadacz chleba nigdy by się nie dowiedział.
