Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lemmy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lemmy. Pokaż wszystkie posty

Śpieszmy się chodzić na koncerty... bo drugiej szansy może już nie być

Nikt raczej nie ma złudzeń, że jeszcze zobaczy Motörhead. Po śmierci Lemmiego, lidera, to definitywny koniec grupy.
W swoją ostatnią trasę ruszył Black Sabbath, w 3/4 oryginalnym składzie. W tym przypadku nie dociekałbym tu jeśli chodzi o marketingowe hasła, a robił wszystko by zobaczyć zespół. Osobiście przysnąłem z kupnem biletu, mam jednak to szczęście że w roku 1998 widziałem zespół w katowickim Spodku.

Lemmy Kilmister (1945-2015) Motörhead

Wieść o śmierci Lemmiego Kilmistera obiegła świat z prędkością błyskawicy. 24 grudnia br. świętował swoje 70 urodziny. Odeszła najbardziej charyzmatyczna postać współczesnego rock'n'rolla. Już za życia był legendą. Zmarł 28 grudnia 2015 r.

Pierwsze zdjęcie z Lemmy, które utkwiło mi w pamięci na zawsze. Miałem może 10 lat. Już wtedy wiedziałem, że gość zna się na rzeczy.

Nie sposób było nie słyszeć nazwy Motörhead. Prędzej czy później każdy musi usłyszeć ich muzykę. Brudny głos, wtórujący mu bas. Nieoszlifowany, szczery rock'n'roll. Najbardziej przypadł mi do gustu w wersji live. Zarówno z klasycznej No Sleep 'Till Hammersmith, ale i te późniejsze jak album Everything Louder Than Everyone Else. Nic jednak nie zastąpi wrażeń uchwyconych na żywo.

Płyty studyjne? Dziś wybrałbym We are Motörhead i 1916.